O autorze
Jestem aktorką i dziennikarką (lub dziennikarką i aktorką). Na złość wszystkim, którzy chcieliby mnie jakoś ometkować i zaszufladkować, konsekwentnie odmawiam wybrania jedej z tych profesji do wpisania w rubrykę zawód. Studiowałem aktorstwo w Warszawie i w Krakowie, a potem dziennikarstwo na UW. Dyplom zrobiłam w Londynie. Gram w filmach i serialach, zarówno w Polsce, jak i na Wyspach. Kocham filmy. Dla "Dzień dobry TVN" robię wywiady z największymi gwiazdami światowego kina. Jestem filmowym ekspertem w TVN24, a w TVN Style prowadzę program " O tym się mówi". Jestem felietonistką magazynu "Glamour". Marzę o wywiadzie z Edwardem Nortonem i o tym, żeby zwiedzić cały świat. Podróże to moja wielka pasja. Uwielbiam też taniec, nurkowanie, snowboard i wakeboard. Wszystko, co gwarantuje wysiłek fizyczny i skoki adrenaliny.

Słowa, słowa, słowa

Kiedy się jest w liceum, 45 minut trwa jakoś tak strasznie długo. Na nudniejszych lekcjach szuka się sposobów zabicia czasu. W liceum Batorego nie były one może specjalnie wyszukane, ale spełniały swoje zadanie. Na matematyce na przykład rysowało się czterdzieści pięć kresek w grupach po pięć, a potem skreślało jedną kreskę co minutę. To były czasy!

Na przysposobieniu obronnym liczyliśmy, ile razy profesor w ciągu lekcji powie swoje dwa ulubione słowa: "prawda" i "rozumiecie". Miało się w zeszycie tabelkę i zaznaczało ptaszkiem każde kolejne powtórzenie. Potem porównywało wyniki. Ptaszków było po kilkadziesiąt po obu stronach tabelki...



Profesor od PO był przypadkiem ekstremalnym, ale przecież każdy ma słowa czy zwroty, których nadużywa. Mało kto ma tego świadomość. Ja wiem, że nadużywam spójników "natomiast" i "aczkolwiek". W co drugim niemal moim zdaniu pojawia się też zwrot "po prostu". Wiem. Próbuję z tym walczyć, ale nie jest mi łatwo. Czasami wygrywam, czasami przegrywam. Ci, co nie wiedzą, nie mają szans na wygraną. Przecież nawet nie walczą.

Moja mama ma obsesję na punkcie poprawnej polszczyzny i do dziecka uczyła mnie dbałości o język. Wyłapuje wszystkie "trendy" i potem z uporem godnym lepszej sprawy tępi powszechnie nadużywane słowa. Ostatnio na tapecie jest "jakby". Kiedy byłam dzieckiem nie pozwalała mi mówić "fajnie". Dzięki niej w sekundę jestem w stanie wychwycić, jakich słów nadużywa mój rozmówca. Dzięki niej? Nie. Raczej przez nią, bo jest to potwornie irytująca umiejętność. Nie mogę przecież obcych ludzi po kilku minutach rozmowy informować, jakie popełniają błędy językowe. Cierpię więc w milczeniu.

"Bynajmniej" używane w znaczeniu przynajmniej. "Tak" na końcu każdego zdania. Wszystko "jakby" albo "mega". "Oczywiście", "w każdym razie"... "Więc" i "no i" na początku każdego zdania. Mówimy nieładnie i niedbale. Czy to lenistwo? Czy tempo życia? A może ładnie mówić już nie jest modnie?

Pamietam taki motyw w jednej z powieści Davida Lodge'a... Młody student pełen podziwu dla sławnego pisarza przepuszcza wszystkie jego książki przez stworzone przez siebie komputerowe narzędzie, które znajduje w tekście najczęściej używane słowa. W przypadku tego pisarza okazuje się to być słowo "tłusty" i wszystkie jego pochodne. Pisarz na długie lata traci twórcza wenę, nie mogąc się pogodzić z tym, jak brzydkie i banalne jest jego ulubione słowo.

Nie chodzi o to, by zamykać komuś usta czepiając się słówek. Jestem przekonana, że każdy ma swoje ulubione słowa, tak jak każdy ma ulubione potrawy czy filmy. I to może być nawet interesujące, kiedy jest indywidualne, kiedy każdy ma swoje, a nie wszyscy mają to samo. A słowa jak dżuma rozprzestrzeniają się w narodzie. I ostatnio naprawdę wszystko jest "mega" i trochę się temu dziwię. W świecie, gdzie wszyscy chcą być oryginalni, obciachem jest mieć takie same buty, jak koleżanka, ale mówić można nie swoim głosem, jak echo...?
Trwa ładowanie komentarzy...