A na koniec trzy reakcje, ktore mnie szczerze wzruszyły...
Mama: Zjadłam wszystkie twoje słodycze, przepraszam.
Mała (uradowana): That's ok!
Mama: Zjadłam twoje słodycze.
Mała (beztrosko): I don't care. I just want you to be happy.
Mama: Zjadłam wszystkie twoje słodycze. Jesteś na mnie zła?
Mała (łkając cichutko): Nie jestem zła, tylko mi smutno. Może za rok w Halloween podzielimy się moimi słodyczami?
No takie dziecko to ja poroszę! Trzeba takie zamówić czy można sobie wychować?
A poważnie... Te maluchy miały po cztery, pięć lat. Większość zachowała się tak, jak można się było spodziewać, jak rozpuszczone bachory, ktore zawsze dostają wszystko na pstryknięcie palców. Zawsze mi się wydawało, że dzieci po prostu takie są. Kropka. Ale okazuje się, że tak być nie musi. Można wychować małą mądralkę, kochaną i dobrą, która troszczy się nie tylko o siebie. Teraz tylko muszę wykoncypować, jak to się robi... Nie zamierzam dać światu kolejnego małego, tupiącego nóżkami potworka...
PS. Czy to ma jakieś znaczenie, że wszystkie te pozytywne przykłady to były dziewczynki???
